Modlin jest stosunkowo niedużym lotniskiem umieszczonym pod Warszawą. Zwiększa się na nim liczba pasażerów oraz destynacji, co cieszy nie tylko pasażerów ale także sam port lotniczy. To co jednak wydarzyło się wczorajszego wieczora, na długo zostanie w pamięci osób odlatujących. Dzięki zachowaniu jednego z pracowników ochrony nie doszło tam wczoraj do tragedii.
Półtorej godziny przed odprawą
Dojeżdżamy do lotniska w Modlinie. Auto kierujemy bezpośrednio na parking, by pracownik wypożyczalni mógł auto odebrać. System bilet na parking wydał bezproblemowo, jednak pierwsze problemy zaczęły się po przekroczeniu szlabanu. Otóż nie było żadnego wolnego miejsca. Auta parkowały na krawężnikach przy słupkach okalających parking jak również zastawiając inne, pozostając na światłach awaryjnych z kierowcą w środku. Myśmy jednak musieli w Modlinie pojazd zostawić zatem czekaliśmy na jedno zwalniające się miejsce. Po 15 minutach wyczekiwania jedno miejsce się zwolniło, a my mieliśmy gdzie zaparkować. Za nami pozostała jednak spora kolejka osób na próżno poszukujących choćby skrawka wolnej przestrzeni na parkingu.
Kolejka w terminalu
Zdaliśmy auto i udaliśmy się na terminal. Trafiliśmy na szczyt ruchu gdyż kolejka gęsto upchana w terminalu w pewnej chwili wychodziła na zewnątrz. Ktoś jednak pomyślał i zaczął się ustawiać w drugą stronę. Od tej chwili ruszył zegar odliczający czas od zamknięcia bramek na pokład naszego samolotu. Część pasażerów w tym i my zastanawialiśmy się czy służby przeprowadzające kontrolę bezpieczeństwa wyrobią się z odprawą takiej ilości pasażerów. Część gorączkowo patrzyła na zegarki lub tablice odlotów gdzie co chwilę pojawiały się informacje o otwieranych gate’ach do kolejnych samolotów lądujących na płycie lotniska. Gołym okiem widać było rosnące zdenerwowanie wśród pasażerów i od tej chwili już tylko czekałem na wybuch, który niebawem miał nastąpić.
Ostatnie wezwania rozjuszają
Była godzina 21. Wciąż staliśmy w kolejce daleko przed taśmami zagęszczającymi oczekujących do kontroli i odprawy pasażerów. Przed nami na oko jakieś 200-300 osób, a zamknięcie Gatu naszego samolotu za 10 min. Z głośników dobiegł głos informujący o ostatnich wezwaniach do samolotu lecącego do Liverpolu.
Zrobił się harmider i część oczekujących zaczęła przepychać się w stronę ochroniarzy skanujących bilety, by jak najszybciej dostać się do samolotu. Chwilę później kolejny komunikat wzywający do samolotu lecącego na Londyn. Tutaj już zamieszczanie zrobiło się większe. Ludzie zaczęli przepychać się pomiędzy sobą. Nasz samolot był przedostatni i mimo braku czasu gdzieś w głębi wierzyłem że na nas poczeka. Gdy rozbrzmiało ostatnie wezwanie na samolot do Gdańska, tłum oszalał.
Ludzie zaczęli przechodzić i odpinać taśmy ustalające kierunek. Interweniował jakiś starszy Pan ochroniarz, jednak z takim tłumem nie miał kompletnie żadnej szansy. Doszło do tego że ludzie zaczęli nawet omijać stanowiska do skanowania kart pokładowych. Gdy do tego doszło, część ludzi oczekiwała wciąż w kolejce, a część starała się przebić siłowo byleby tylko zdążyć na swój samolot.
Ułamki sekund brakowały by tłum zaczął taranować wszystko na swojej drodze. Dotarliśmy do momentu w którym służby przestały panować nad ludźmi, kolejką czy kierowaniem do strefy kontroli. W Modlinie skanowanie karty i skanowanie człowieka odbywa się dość blisko siebie, zatem może się tam znajdować określona ilość osób. Tylko jeden z pracowników ochrony, skanujący karty pokładowe z lewej strony zachowywał zimną krew oraz zdrowy rozsądek, przepuszczając bokiem matki z dziećmi by oszalały tłum ich nie stratował.
Co pasażerów zabolało najbardziej?
Zabrakło kompletnie informacji, iż samoloty poczekają (oczekiwały wszystkie stojące na płycie) na pasażerów stojących w kolejce. Taka wiadomość uspokoiłaby oczekujących na tyle iż nie powstałby tłum przedzierający się przez innych.
Zabrakło także osób które byłyby w stanie zapanować nad tłumem. Jak mniemam powinni być to pracownicy ochrony, jednak sądząc po ich zachowaniu nie byli oni przygotowani na taką sytuację lub byli przygotowani wyłącznie teoretycznie (zatem szkolić i ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć).
Na koniec chyba zabrakło zwykłego doświadczenia przy dużej ilości pasażerów, gdyż linia Ryanair ustawiła dość dużo samolotów wylatujących w krótkich odstępach czasowych, jak na tak małe bądź co bądź lotnisko.
Witaj na pokładzie samolotu
Do samolotu wsiedliśmy z opóźnieniem, czyli ok 21:40. Wciąż jednak oczekiwaliśmy na pozostałych pasażerów oraz na odloty dwóch wcześniejszych samolotów, które także czekały na komplet pasażerów.
Koniec końców wystartowaliśmy, a na EPGD byliśmy około 23:30.
Mam tylko nadzieję, iż logistyka lotniska wyciągnie wnioski z wczorajszego wieczoru i już nigdy więcej nie dopuści do podobnej sytuacji. Trzymam mocno za nich kciuku, gdyż stosunkowo młode lotniska jeśli dalej będą rozwijać się w podobnym tempie, pozwolą nam coraz częściej być pasażerami linii lotniczych oraz cieszyć się przyjemnością przebywania w przestworzach.

